Hiszpania na tandemie

Słodkie pomarańcze z Hiszpanii … tyle o nich słyszeliśmy. Sezon, nie sezon, postanowiliśmy spróbować zaspokoić kubki smakowe i nie tylko…
Gdy zaczęliśmy oswajać się z myślą o podróży pojawiło się tysiąc pięćset pomysłów, jak to zrobić… Wiadomym było, że nie będzie to standardowy wyjazd grupy turystów, chcących zakosztować Sangrii, promieni słonecznych no i oczywiście pomarańczy. Postanowiliśmy zwiedzać Hiszpanię na rowerach, a konkretnie na tandemie.

Zaczęło się – jak zwykle, z przygodami. Lot do Barcelony był opóźniony o trzy godziny, po wylądowaniu, grubo po północy zabraliśmy się do składania rowerów, czym wzbudziliśmy niemałe zainteresowanie. Wiele czasu nam to nie zajęło i już około 2:45 wyruszyliśmy rydwanami ognia w trasę. Towarzyszyli mi Wojtek Siwek, Arkadiusz Sokół i Adam Kałużny. Czekała nas dość krótka podróż. Do pierwszej miejscowości Calafell położonej około 60 km od Barcelony dojechaliśmy szybko. Jechaliśmy wzdłuż wybrzeża, podziwiając Hiszpanię oraz okoliczne miasta nocą.

W Calafell spędziliśmy 5 dni, ładowaliśmy baterie i jeździliśmy po okolicy. Do największego wypadu w tamtym czasie należał wyjazd do Tarragony, oczywiście nie muszę dodawać, że pojechaliśmy tam na rowerach. Zwiedziliśmy miejscowe zabytki, pojeździliśmy po mieście…

z Calafell wyruszyliśmy do Monistrol De Calders, jest to mała miejscowość położona około 60 km na północ od Barcelony … w górach. Piękne widoki kusiły, kilka godzin zajęło nam podjęcie decyzji jak jedziemy? Rowerami czy też innym środkiem lokomocji. Czekała nas około 100 kilometrowa podróż. Z racji ciężkich sakw, oraz ciężkich dupsk postanowiliśmy pojechać pociągiem. To był dobry wybór jeszcze z innego względu, droga droga cały czas ciągnęła się pod górę. Nie to, że nie dalibyśmy rady, pewnie dalibyśmy, cieżko byłoby nam się po tym doświadczeniu pozbierać.

Tam na miejscu zostaliśmy oszołomieni zmianą klimatu z morskiego na górski. Jeździliśmy i podziwialiśmy okoliczne widoki, to znaczy z tym podziwianiem widoków to nie szalejmy. Ci co widzą mówili tym co nie widzą, że jest pięknie.

Górzysty teren pozwalał na małe szaleństwa, zjazdy w dół dawały poczucie wolności, podjazdy wyciskały z nas ostatnie poty po Sangrii.

Przejechaliśmy około 350 do 400 km. Było super, aktywnie, wesoło, z przygodami. Nie obeszło się bez awarii tandemu, ale z tym, dość szybko poradziliśmy sobie, wymieniliśmy zużyte części i pojechaliśmy dalej.

Tandem daje wiele możliwości, przede wszystkim daje szansę podróżowania osobom słabo widzącym czy też dotkniętym niepełnosprawnością wzrokową. Rewelacyjna przygoda! Zdecydowanie do powtórzenia!
#niewidzeprzeszkod