Slættaratindur – łatwa góra???

[…] Niewidomy alpinista dziś wyruszył w wyprawę po swój 44. szczyt z listy Korony Europy – najwyższą górę Danii, znajdującą się na Wyspach Owczych. Choć liczy tylko 882 metrów, stoi przed nim ogromne wyzwanie. Wraz z towarzyszącym mu Wojtkiem Siwkiem, dotrą na wyspy w piątek 24 listopada, a 27-ego wracają już do Polski. Mają więc niecałe trzy dni na osiągnięcie celu, a warunki na miejscu są bardzo trudne. W aktualizowaniu informacji pomaga wspinaczom m.in. Sabina Poulsen, polska blogerka z Wysp Owczych.
Tak o wyprawie na najwyższy szczyt Wysp Owczych na swoich strona pisał in-Kraków. To nie była łatwa wyprawa, gdyż ta niepozorna górka w warunkach zimowych jest nie lada wyzwaniem.
Nie zdobyliśmy ultra oblodzonego szczytu, ale za to poznaliśmy mega fajnych i życzliwych ludzi – wiadomo jak ktoś mieszka tak dalekoooo to musi być pozytywnie zakręcony.
Powiem Wam w tajemnicy, że celowo nie weszliśmy na Slættaratindur, chcemy jeszcze raz odwiedzić Sabinę i poczuć jak to jest być na Wyspach w maju

https://in-krakow.pl/…/trudna-wypr…/5a15683d6efed00700bdd62f


Pik Lenina – zdobyty!

6 sierpnia 2017 roku – Pik Lenina, zwany także Szczytem Awicenny, leżący na wysokości 7134 m n.p.m. został zdobyty. Ekipa Nie Widzę Przeszkód oraz członkowie Klub Wysokogórski Bielsko Biała w składzie Michał Paweł i Jack stanęli na drugim co do wysokości szczycie Pamiru, wchodzącym w skład Śnieżnej Pantery.

Nie była to łatwa wyprawa z wielu względów, Jurek został dwukrotnie okradziony. O ile za pierwszym razem – ukradziono mu tylko GPS, o tyle za drugim plecak z ubraniami. więcej wieści niebawem.

 


VI Bieg Integracyjny – XVIII Edycja Tygodnia Osób Niepełnosprawnych „Kocham Kraków z Wzajemnością”

02.06.2017 odbył się VI Bieg Integracyjny – zoragniazowany przez   Stowarzyszenie „Nie Widzę Przeszkód”. Wydarzenie odbyło się w ramach XVIII Edycji Tygodnia Osób Niepełnosprawnych –  „Kocham Kraków z Wzajemnością”. Rywalizacja odbyła się na terenie Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego Kraków Śródmieście przy pl. Na Groblach, uczestnicy zmierzyli się na dystansach:W ubiegły piątek (02.06.2017) odbyła się VI. Edycja Bieg Integracyjny – zorganizowana przez naszę Stowarzyszenie w ramach obchodów XVIII Tygodnia Osób Niepełnosprawnych „Kocham Kraków z Wzajemnością” – Małopolskie Dni Osób Niepełnosprawnych.

Dzięki uprzejmości kolegów z Międzyszkolnego Ośrodka Sportu Śródmieście w Krakowie – zapraszamy uż dziś do obejrzenia galerii zdjęć, więcej na
www.niewidzeprzeszkod.pl
Rywalizacja na bieżni sportowej odbyła się w tym roku na dystansach:
600m – Bieg zasadniczy kobiet
300m – Bieg dla sprinterów
300m –Bieg dla osób z niepełnosprawnością wzrokową oraz niepełnosprawnością intelektualną.

Do rywalizacji zaprosiliśmy niepełnosprawną młodzież oraz pełnosprawnych rówieśników.
Wszyscy uczestnicy otrzymali pakiety startowe, słodkie upominki oraz w tym roku specjalne okazjonalne chusty pamiątkowe.
Gratulujemy Wszystkim biorącym udział w biegu!!!
Zapraszamy za rok!

więcej zdjęć znajdziecie na: https://www.dropbox.com/sh/cvydd31f7ddm4uv/AABHFyBa7klBHLm8sN2hutioa?dl=0&preview=IMG_3268.jpg

Zapraszamy do obejrzenia filmu z imprezy: https://www.youtube.com/watch?v=ooWwS-dvxhQ&feature=youtu.be

 

REGULAMIN VI BIEGU INTEGRACYJNEGO

I. ORGANIZATOR
Stowarzyszenie „NIE WIDZĘ PRZESZKÓD” ul. Piotra Kluzeka 5/31; 31-222 Kraków

Telefon 663 038 019.  e-mail: kontakt@niewidzeprzeszkod.pl
II. CEL IMPREZY
Promocja Gminy Miejskiej Kraków jako przyjaznej osobom z niepełnosprawnością, integracja społeczności lokalnej oraz środowiska osób z niepełnosprawnością, popularyzacja biegania jako najłatwiejszej formy ruchu; zachęta do aktywnego spędzania wolnego czasu; wpisanie się w obchody XVIII Tygodnia Osób Niepełnosprawnych „Kocham Kraków z Wzajemnością”

III. TERMIN I MIEJSCE
02.06.2017 r. godz. 11.00, Boisko Sportowe MOS Śródmieście Plac Na Groblach 23, 31-101 Kraków

IV. WARUNKI UCZESTNICTWA
– osoby dorosłe po podpisaniu oświadczenia o braku przeciwwskazań oraz po okazaniu dowodu tożsamości w celu weryfikacji.
– dzieci i młodzież do lat 18-tu po podpisaniu zgody przez rodzica/opiekuna (należy okazać dokument, np. legitymację szkolną w celu zweryfikowania wieku).
– osoby niepełnosprawne po okazaniu legitymacji o niepełnosprawności

V. BIURO ZAWODÓW
Zapisy prowadzone będą:

– drogą mailową kontakt@niewidzeprzeszkod.pl (do dnia 30.05.2017)

– w biurze zawodów w godzinach 10.00 – 10.30

VI. PROGRAM IMPREZY
10.00 – otwarcie biura zawodów

11.00 – przywitanie uczestników i otwarcie imprezy

11.30 – 12.30 – star zawodników w poszczególnych grupach

13.00 – dekoracja zwycięzców

13.30 – zakończenie zawodów

VII.TRASA BIEGU
1200m – Bieg zasadniczy mężczyzn

600m  – Bieg zasadniczy kobiet

300m – Bieg dla sprinterów

300m  –Bieg dla osób niepełnosprawnych, których niepełnosprawność nie pozwala na przebiegnięcie dłuższego dystansu.

VIII. OPIEKA MEDYCZNA
Opiekę medyczną zapewnia organizator. Na terenie MOS w czasie trwania zawodów znajdować się będzie ratownik medyczny

IX. POSTANOWIENIA KOŃCOWE
Wiążąca i ostateczna interpretacja niniejszego regulaminu przysługuje wyłącznie organizatorowi biegu. Podpisanie odbiór pakietu startowego jest równoznaczny z akceptacją niniejszego regulaminu.


Bieg Rzeźnika – przedsmak 29.04-03.05.2017

 

W czerwcu biegnę Rzeźnika, teoretycznie - tak samo jak 1000 innych osób. Czym tu się ekscytować??? A jednak ...
Po pierwsze widzę tylko w 5% czyli praktycznie nie widzę. Ma to swoje wady i zalety. Niestety nie widzę tych wszystkich pięknych widoków, wschodów i zachodów słońca ale też korzeni, jam, potoków, błota i wszystkich innych niepożądanych rzeczy na trasie. Na szczęście nie widzę niedźwiedzi i innych znacznie groźniejszych zwierząt na trasie - czyli ludzi ... wszystkich za to doskonale słyszę i czuję.
Zamierzam o swoich przygodach informować Cię na bieżąco, ba … chciałbym wszystkich chętnych zaprosić do wspólnej przygody na trasie Rzeźnika.
Poczujmy ten dreszczyk emocji przed 11 czerwca!

Już w najbliższą sobotę o godzinie 10.30 wyruszamy z Komańczy na podbój bieszczadzkich szlaków. Jeżeli chcesz się przyłączyć - serdecznie zapraszam do kontaktu
Jurek
663 038 019

Wiecej informacji na FB
https://www.facebook.com/events/308593749560525/

Trasa Biegu Rzeźnika wiedzie z Komańczy do Cisnej. Początkowo około 8 km “drogą utwardzoną” do Duszatyn (ok. 480 m n.p.m.), a dalej czerwonym szlakiem: Chryszczata (997 m n.p.m.) – Przełęcz Żebrak (816 m n.p.m.) – Wołosań (1071 m n.p.m.) – miejscowość Cisna (ok. 550 m n.p.m.) – Małe Jasło (1102 m n.p.m.) – Jasło (1153 m n.p.m.) – Okrąglik (1101 m n.p.m.) – Fereczata (1102 m n.p.m.). Dalej “drogą Mirka” i przez szczyty: Paportna, Rabia Skała, Okrąglik, Przełęcz nad Roztokami, Rosocha, Hyrlata, Małe Jasło i dalej czerwonym szlakiem do Cisnej


Andrzej Bargiel #niewidzeprzeszkod

… bo w życiu najważniejsze są marzenia…

Za mną 42 z 47 najwyższych szczytów europejskich – chwile szczęścia i radości przeplatane sytuacjami kryzysowymi, strachem, kontuzjami i zwątpieniem. 
Nie poddaję się, wiem, że z pomocą przyjaciół – niemożliwe stanie się możliwe. 

Andrzej Bargiel Nie Widzi Przeszkód

 

 


Gruzja na dwóch kółkach.

Nie tylko Jerzy Płonka nie widzi przeszkod💪
Nowe wyzwania?
My także – Nie widzimy przeszkód!!!

Wyruszamy do pięknej Gruzji na wyprawę rowerową. Jak na małżeństwo przystało- na …tandemie! Pomysł szalony, przed nami 500 km od Imetrii, przez Adżarię i pasmo Borjomi ponad 2000 npm. Rower spakowany, jedziemy właśnie do Wawy skąd mamy odlot…ciekawe co powiedzą jak na odprawie zobaczą ten “pakuneczek”. Trzymajcie kciuki!!! W miare możliwości będziemy na bieżąco opowiadać co tam u nas:)

Poniedziałek nawet w Gruzji może być beznadziejny… Najpierw okazało się, że hostel, w którym mieliśmy rezerwację i obietnicę przechowania naszego kartonu na rower do dnia powrotu… po prostu nie istnieje… na miejscu stała jakaś stodoła i łaziły kury, żywej duszy brak. Jak już ogarnęliśmy ten problem oferując djengi panu taksówkarzowi, pojawił się kolejny problem. W trasie … odpadł nam pedał, jak wrócić bez pedała? w końcu trafiliśmy do machera samochodowego, który coś tam dospawał, coś urżnął i jakoś prowizorycznie pedał zamocował (znaczy z tą prowizorką to na razie setkę zrobiliśmy). 
Potem zaczęło wiać i lunęło. I lało, lało, lało… Po przejechaniu połowy tego co było w planie, musieliśmy się poddać i rozłożyć obóz. W strugach deszczu, przemoczeni do cna zasypialiśmy pełni poczucia beznadziei. Na szczęście, dzisiejszy dzień obudził nas słoneczkiem. Dojechaliśmy do morza, potem do Batumi. Jest pięknie! Karmią nas tu dobrze, nogi jutro odpoczną, bo robimy dzień buforowy na zwiedzanie;) buziaki i trzymajcie kciuki!

BACH! było już o tym jak dostaliśmy od Gruzji po mordzie? bo na miejscu okazało się jak naiwni byliśmy wierząc, że tak przełom marzec/ kwiecień to już wiosna. No na nizinach to owszem. Ale na przełęczy Goderzi bagatela 2 tys npm to śnieg zalega taką warstwą że nie przejedziesz. Zresztą tam po prostu droga się w pewnym miejscu kończy, dalej jest taka polna ścieźka… na szczęście dowiedzieliśmy o tym zawczasu, bo podjazd to 50 km ciągłego pedałowania pod górę…

obraliśmy zatem drogę powrotną mniej spektakulartną przez mniejsze górki, które mnie wszelakoż, jako cięzarnej przez Jerzego zwaną też “kangurzycą”, dały się też we znaki. Najgorszy był dzień w którym przejechaliśmy ponad 80 km (mi też przed tym wyjazdem wydawało się, że co to jest- tylko ten rower i nasze sakwy były masakrycznie ciężkie- to zupełnie inna jazda), po zmroku udało się nam dotrzeć do celu- Vani, miasteczka, które wg niektórych badaczy miało być celem mitycznej wyprawy Jazona i Argonautów. Na miejscu- pierwsze rozczarowanie- brak restauracji. A tak liczyliśmy na coś ciepłego do jedzenia. życzliwy miejscowy wskazał nam coś w rodzaju budy z chaczapuri. Chaczapuri niestety już też tam nie było. Musieliśmy jednakowoż wyglądać wyjątkowo żałośnie, bo zaoferowali nam pizzę, po której składniki pani z budki po prostu poszła do sklepuspożywczego obok. Dzięki temu odkryliśmy smak gruzińsko-italijskiego fusion, czyli pizzy z czymś w rodzaju paskudnej mortadeli z tanim majonezem i tradycyjnym serem sulguni. Nam jednak smakowała niczym ambrozja.

kolejny problem dotyczył miejsca rozbicia namiotu- po zmroku ciężko znaleźć dogodne miejsce. miejscowi uradzili że najlepiej nam będzie rozbić się pod muzeum archeologicznym. Nam ta myśl była w smak o tyle, że nie oznaczała koniec pedałowania na dziś. Oczami wyobraźni już widziałam zielony skwerek w centrum miasta, przed drzwiami muzeum, które z samego rana moglibyśmy odwiedzić. Ha, tylko to Gruzja, tam nic nie jest takie jak sobie wyobrażasz. Muzeum znajdowało się nie w centrum ale na górce, do której musieliśmy jeszcze dobrą chwilę podjeżdżać. A na miejscu, okazało się, że wszędzie stoją koparki i walce, wszystko jest rozkopane a muzeum zionie pustką. Remont. Zdesperowani ruszyliśmy na skwerek obok czyjegoś domu, i zaczęliśmy rozbijać Palatkę. Właściciel posesji zaniepokoił się nieco chyba, bo wyszedł do nas w piżamce świecąc latarką, ale chyba zrozumiał trudne położenie i rano nawet poczęstował nas kawą. Noc ta należała też do najzimniejszych, rano na namiocie mieliśmy lód a dookoła wszędzie szron na trawce.

Na szczęście następnego dnia już dotarliśmy do Kutaisi. Tu kolejne zaskoczenie bo zarezerwowaliśmy sobie na bookingu hostel- no w Batumi np hostel oznaczał po prostu nocleg zgodny z naszymi zachodnioeuropejskimi oczekiwaniami. A tu? Okazała się, że gruziński hostel oznacza po prostu dom w którym czeka na Ciebie dużo wina, dużo czaczy (wszystko domowej roboty), domowe obiadki, dużo serdeczności… Rafał musiał odchorować swoje, jak wieczorem gospodarze go wzięli w obroty:)

Rafał Wójcik
Ania Baran-Wójcik

Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.
Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.
Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.
Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.
+7
Odbiorcy: 813

A Ty co robisz z nakrętkami? vol.2017

Od października 2016 zbieraliśmy nakrętki z butelek PET.
Dzisiaj mamy ponad tonę! dziękujemy wszystkim za pomoc! Dochód zostanie przeznaczony dla potrzebujących. Kolejna tona w tym roku szkolnym💪
A Ty co robisz z nakrętkami???

Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.Zdjęcie użytkownika Nie widzę przeszkód.


Euro Summits Adventure

Projekt Euro-Summits Adventure jest kontynuacją rozpoczętego w listopadzie 2013 r. projektu Euro-Peaks Challenge. Po zdobyciu najwyższego szczytu Kosowa, podczas wyprawy na Bałkany, Prezes Zarządu Stowarzyszenia NIE WIDZĘ PRZESZKÓD - w związku z problemami zdrowotnymi uczestników - podjął decyzję o tymczasowym wstrzymaniu udziału członków stowarzyszenia NIE WIDZĘ PRZESZKÓD w projekcie Euro-Peaks Challenge i poprowadzeniu równoległego przedsięwzięcia o nazwie Euro-Summits Adventure.

W dalszym ciągu głównym celem projektu jest zdobycie najwyższego szczytu każdego z krajów europejskich zaliczanego do „Korony Europy”. W projekcie biorą udział osoby z niepełnosprawnością wzrokową oraz pełnosprawni przewodnicy.

Za nami już 42 z 47 szczytów. W 2017 roku pragniemy kontynuować realizację założonego celu.

Jesteśmy przekonani, że jeszcze nie raz nasze drogi zejdą się z członkami wypraw Euro-Peaks Challenge na górskich szlakach Europy.

 

Mapka


#SiłkaDlaNiepełnosprawnegoOsiłka

W ostatnim czasie naszego przyjaciela Marcina Ryszkę spotkała okropna sytuacja. Takim postawom mówimy zdecydowane NIE!

Wyobraź sobie, że nagle tracisz wzrok. Kilka codziennych czynności staje się nieco trudniejszych. Granie w piłkę? Ciężko sobie to w ogóle wyobrazić. Chodzenie na siłownię? W tej sytuacji chyba trzeba je porzucić, zwłaszcza, że nigdy nie było specjalnej motywacji do hantli czy sztang. Poruszanie się po mieście? Ciężka sprawa, ale w sumie jeszcze do wykonania. Tak czy inaczej – codzienne sprawy zwiększają swoją trudność o kilka ładnych poziomów.

I teraz pomyślcie sobie, że jest gość, który mimo braku wzroku potrafi:

a) grać w piłkę i reprezentować w tym kraj,
b) zdobyć mistrzostwo świata w pływaniu i kilka innych sukcesów w tej dyscyplinie,
c) regularnie oglądać mecze i się tym emocjonować,
d) ukończyć trzy kierunki studiów,
e) mieć dobrą pracę w stowarzyszeniu i na uczelnianym centrum informatyki AGH w Krakowie,
f) komentować paraolimpiadę w TVP,
g) być lepiej wysportowanym niż zdecydowana większość z nas.

Przyznacie, że to pokaźna lista osiągnięć, jak na dość mocne ograniczenia, z jakimi Marcin Ryszka, którego mogliście poznać szerzej w naszym wywiadzie (szczerze polecamy), musi się borykać. Kapitan reprezentacji Polski w blind football – jak każdy niepełnosprawny – musiał prędzej czy później natrafić na mur absurdalnych obaw rodem z Ciemnogrodu. Większość niepełnosprawnych woli swoje problemy jednak przemilczeć i specjalnie się nie wychylać, a Marcin idzie z otwartym tekstem do ludzi. I nam się to podoba.

O co dokładnie chodzi? Marcin regularnie od dziesięciu lat odwiedza siłownie. Ćwiczenie na nich nie sprawia mu żadnego problemu, nie potrzebuje żadnej eskorty, pomocnika, nic nigdy się nie wydarzyło. Gdy idzie na nową siłownię, czuje się – jak mówi – jakby wchodził do nowego sklepu. Tak jak w supermarkecie trzeba zapamiętać, gdzie są kosmetyki, a gdzie warzywa, tak na siłowni wystarczy się dowiedzieć, gdzie się robi plecy, a gdzie nogi. Jeden dzień i czujesz się jak w domu. Marcin nie miał żadnej siłowni w swoim pobliżu, więc musiał do niej kilka razy w tygodniu dojeżdżać, co z oczywistych względów było jakimś utrudnieniem. Możemy więc wyobrazić sobie jego reakcję, gdy dowiedział się, że niedaleko domu otworzyli mu nowy klub fitness. Koniec dojazdów, wyjście na siłkę kiedy tylko ma się na to ochotę, bajka.

Problem jest tylko jeden – w nowym klubie nie pozwalają mu ćwiczyć.

Tak, dobrze przeczytaliście – wypraszają niewidomego z siłowni tylko dlatego, że jest niewidomym. Powód? Na pewno spadnie mu na nogę sztanga (mimo że przez dziesięć lat nie spadła) albo zrobi sobie coś innego (mimo że nigdy sobie nic nie zrobił). Uważamy to za ogromny absurd, dlatego zdzwoniliśmy się by pogadać o tej chorej sytuacji. Od razu wyjaśniamy – nie chodzi o samego Marcina, a o to, by pokazać ludziom, że niewidomy na siłowni nie musi wcale oznaczać kataklizmu. I zaapelować – traktujcie niepełnosprawnych tak jak każdego innego.

***

– Jak tam po wczorajszym treningu? Nie spadła ci żadna sztanga na nogę?

– Wszystko w porządku. Powiem więcej, jestem teraz w drodze do pracy i mam ze sobą spakowaną torbę z rzeczami na siłkę. Mam w planie zrobić sobie po południu tlenówkę, może przebiegnę z osiem kilometrów. Idę na siłownię przy basenie AGH w Krakowie, na którą chodziłem do tej pory. Mam do niej trochę dalej, ale tu przynajmniej nikt się nie boi, że sztanga spadnie mi spadnie na nogę.

– Próbowałeś przekonywać ludzi z nowej siłowni, że normalnie dajesz sobie radę, ale jak rozumiem złoty medal mistrzostw świata w pływaniu czy obecność w reprezentacji Polski nie były wystarczającymi argumentami.

– Gdy najpierw do nich zadzwoniłem, nie było żadnego problemu. Pracownica oprowadziła mnie po całym ośrodku, powiedziała, że instruktorzy są bardzo pomocni. Sama widziała, że sprawnie się w tym poruszam, więc spisaliśmy umowę. Było OK. Poszedłem potem z dziewczyną na rynek spotkać się ze znajomymi i dostałem telefon od menedżera klubu. Pytał, czy mam jakiegoś przewodnika, opiekuna, kogoś, kto będzie ze mną przychodził, bo oni nie mają specjalnego ubezpieczenia. To jest jakieś ubezpieczenie od osób niepełnosprawnych? Jak przychodzisz na siłownię, to chyba bierzesz za to odpowiedzialność. Mówił tak jakoś na około, aż w końcu spytałem, o co mu w ogóle chodzi i czy chce rozwiązać ze mną umowę. Powiedział, że tak będzie lepiej dla mojego bezpieczeństwa. Pomyślałem sobie, że nie ma co się obrażać czy stroić fochów, bo przyzwyczaiłem się, że ludzie czasem nie mają pojęcia o takich ludziach jak my. Poprosiłem o spotkanie z właścicielem, napisałem do niego długiego maila, w którym opisałem całą sytuację, dałem link do naszego wywiadu czy innych publikacji. Właściciel nie chciał mnie obrazić, ale moje argumenty kompletnie do niego nie trafiały. Oni nie potrafili zrozumieć, że to nie jest pierwsza siłownia, do której przychodzę. Pierwszy raz na siłowni byłem w wieku 16 lat, teraz mam 26. Zgodzili się tylko na to, że mogę przychodzić z przewodnikiem. Ja normalnie pracuję, przecież nie będę prosił kogoś by chodził ze mną i zgrywał pod tę osobę grafik. To bez sensu. Mówili, że jak mi się coś stanie, to podam ich do sądu i zbankrutują.

– Na ile te obawy były uzasadnione? Miałeś kiedykolwiek sytuację, że z czymś sobie na siłowni nie poradziłeś?

– Nie. Zazwyczaj jest tak, że gdy czegoś nie wiem podchodzi do mnie instruktor i proponuje pomoc. Mnóstwo jest też – że tak powiem – ziomków z siłowni. Robię sobie serię, a on podchodzi i pyta, czy może mi pomóc założyć ciężar czy coś. Ludzie są otwarci. Kiedyś gdy wracałem do szatni podszedł do mnie chłopak i powiedział, że patrzył na mnie z boku i gdy następnym razem nie będzie mu się chciało przyjść na siłkę, to pomyśli sobie o mnie. Wiadomo, że ja ćwiczę dla siebie, ale to pokazuje, że ludzie pozytywnie odbierają to, co robisz. W wiadomościach znajomi pisali mi wczoraj, że są też inni niewidomi, którzy chodzą na siłownię. Ktoś widział kogoś w Skawinie, ktoś w Galerii Krakowskiej. Ciekaw jestem, ile zdarzyło się wypadków na siłowni z udziałem osoby niewidomej i jak to wygląda w porównaniu do osób zdrowych. Na samej siłowni nie zdarzył mi się żaden wypadek, ale miałem różne inne sytuacje. Uderzyłem się na przykład głową w ścianę na basenie, bo źle policzyłem ruchy. Innym razem wpadłem na słupek na boisku i rozwaliłem nos. Losowe sytuacje. Nie przypominam sobie, bym kogoś potem ciągał po sądach.

– Sytuacja na dziś wygląda tak: chcesz iść na tę nową siłownię, ale oni cię tam nie wpuszczają.

– Czuję się z tym zajebiście źle, ale co zrobisz – trzeba wziąć to na klatę, będę chodził na starą siłownię. Gryzłem się mega długo, czy napisać o tym post na Facebooku, bo nie lubię odwalać takich akcji. Nie lubię roszczeniowych ludzi i sam taki nie jestem. Chciałbym, by to było apelem do innych, że niepełnosprawni też mogą żyć normalnie. I do niepełnosprawnych, by nie bali się mówić o swoich problemach. Chcę byś to wyraźnie podkreślił – to nie jest tak, że ja jestem obrażony. Mnie przeraża samo podejście do tematu, bo oni nie chcieli mnie nawet słuchać. Proponowałem tydzień próbny, ale nawet nie dali szansy. Kumpel, który jest właścicielem takiego klubu we Wrocławiu powiedział mi, że gdyby do niego przyszła taka osoba jak ja, to on bym na tym zbudował swój marketing. Zawsze wiedziałem, że może być problem z odbiorem osób niewidomych na – na przykład – rozmowach o pracę. Ale w świecie sportu? Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło. Myślałem, że gdzie jak gdzie, ale tu zawsze jest zrozumienie. I do tej pory zawsze było.

***

Dlatego apelujemy i my – myślcie. Do restauracji też nie wpuścicie niewidomego, bo poucina sobie palce nożem? Zabronicie mu przechodzić przez jezdnię, bo na pewno wpadnie pod autobus? Nie sprzedacie zapałek, bo prawdopodobnie podpali sobie włosy, nie wpuścicie do galerii, bo przywali głową w szklaną witrynę i narobi strat?

Życie dało im już wystarczającego gonga. Nie musicie poprawiać kopniakami.